Świadectwo z rekolekcji Domowego Kościoła
Szczęść Boże!
(Łukasz rejon Kutno) :
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Początek roku 2025, ówcześnie w DK 2 lata. Niedługo po zakupieniu domu pierwszy raz mieliśmy okazję zaprosić wspólnotę by spotkanie kręgu odbyło się u nas. Przy okazji też była wizytacja pary rejonowej. Gdy pojawił się temat rekolekcji DK (nie byliśmy na żadnych) powiedziałem coś w stylu, że nie ma pieniędzy, bo kupiliśmy dopiero co dom. Usłyszałem wtedy od Pawła z pary rejonowej, że pieniądze nie mogą być przeszkodą w udziale w rekolekcjach. Myślałem o jakichś krótkich rekolekcjach (taniej). Paweł, gdy Mu powiedzialem o tym, po jakimś czasie zaproponował bym pojechał z naszą diecezją na OR1-16 dni (jesli czas nie jest przeszkodą) i złożył wniosek o dofinansowanie. Wniosek przeszedł a w pracy nie miałem problemu z wzięciem wolnego. Usłyszeliśmy, że szatan zrobi wszystko żeby odciągnąć nas od pojechania na rekolekcje i faktycznie już na etapie drogi do Krakowa (rekolekcje były w Krakowie) doszło między nami do grubego nieporozumienia tak, że była brana pod uwagę opcja zrezygnowania z rekolekcji. Jeżeli chodzi o same rekolekcje nie będę się rozpisywał (tam trzeba być, przeżyć, zobaczyć). Jedno co mi się rzuciło już pierwszej doby to to, że tam faktycznie jest Oaza tj. Miejsce na pustyni gdzie można zaczerpnąć, że jest to wspólnota ludzi, którzy w pewnym sensie zrezygnowali z tej gorszej części “świata” I jego dobrodziejstw (i ducha tej wspólnoty naprawdę czuć). Szczególnie to odczuliśmy gdy pierwszego dnia podczas czasu wolnego wyszliśmy “na miasto” i tak dobrze nam się wracało właśnie do ośrodka na rekolekcje, bo to miasto mocno nas przytłoczyło (a bardzo lubimy Kraków i dość często tam jeździliśmy) . Tego dnia jak w soczewce zobaczyliśmy a nawet poczuliśmy różnice między tym co proponuje świat a tym co proponuję nam Jezus.
Jeszcze chciałbym przytoczyć jeden epizod z rekolekcji. W trakcie dostałem telefon, że ruszył nabór na dofinansowanie założenia jednoosobowej działalności gospodarczej wtedy to było jednorazowe 40 tysięcy złotych (dla mnie dużo). Poszedłem do prowadzącego rekolekcje zapytać co w takiej sytuacji zrobić, czy jechać złożyć wniosek (na dojazd i napisanie straciłbym jeden dzień), czy zostać na rekolekcjach i nic nie robić z tym. Powiedział, że rekolekcje są ważne, ale też utrzymanie rodziny jest ważne. Doradził, by razem z żoną uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem i poprosić o odpowiedź. Stała się rzecz niesamowita oboje usłyszeliśmy podobne słowo. Ja pamiętam do tej pory co to było; klęcząc przed Najświętszym Sakramentem usłyszałam: “Ja Sam wystarczę”. Broniłem się jeszcze chwilę przed wykonaniem tego co usłyszałem, bo bardzo chciałem 40 tysięcy :). Ostatecznie jednak podczas rozważania w kręgu tych słów animatorka powiedziała krótko, że to przecież znaczy żebym został. Tak też zrobiłem, nie pojechałem złożyć wniosku. Tak jak pisałem nie będę się rozpisywał na temat rekolekcji. Odbyły się, absolutnie z żoną nie żałowaliśmy decyzji o pojechaniu tam, poznaliśmy super ludzi, robiliśmy fajne rzeczy, była codzienna Eucharystia i adoracja, dzieci miały zapewnioną opiekę przed diakonię wychowawczą. Parę miesięcy po zakończeniu rekolekcji dostałem pracę marzeń (nie mógłbym jej podjąć po otrzymaniu dofinansowania na działalność, ponieważ jest ono tak skonstruowane, że nie można podjąć przed 12 miesięcy od otrzymania dofinansowania żadnej pracy na umowę o pracę, o dzieło i zalecenie).
Jeżeli ktoś z was zastanawia się czy warto jechać na długie rekolekcje odpowiadam: Tak, warto. Dlaczego warto? Przekonacie się na miejscu, a niektóre owoce być może zobaczycie na długo po zakończeniu.
P. S. W tym roku też jedziemy na rekolekcje (długie) i diabeł znów się wścieka i próbuje nas od tej decyzji odciągnąć, ale Bóg ma nas w opiece 🙂
Gosia i Łukasz.
